FAQ  •  Zarejestruj  •  Zaloguj

Iron Kingdoms RPG

<<

Acealus

Posty: 125

Dołączył(a): czwartek, 5 czerwca 2014, 19:58

Lokalizacja: Warszawa

Frakcja: Cygnar

Post sobota, 3 stycznia 2015, 17:33

Re: Iron Kingdoms RPG

Szczerze, im dłużej pomyślę, tym bardziej ten Stary Zbój zaczyna mi się podobać. Tak pieszczotliwa nazwa dla ( na cygnarskie standardy) chodzącą maszynę zabijania.
Obrazek
<<

Keth

Posty: 134

Dołączył(a): piątek, 22 lutego 2013, 16:48

Frakcja: Mercenaries

Post czwartek, 8 stycznia 2015, 01:31

Re: Iron Kingdoms RPG

Dwa nowe teksty do komentowania, będę wdzięczny za uwagi umieszczane bezpośrednio pod artykułami!

http://www.krysztalyczasu.pl/articles.php?article_id=460

http://www.krysztalyczasu.pl/articles.php?article_id=461
<<

Keth

Posty: 134

Dołączył(a): piątek, 22 lutego 2013, 16:48

Frakcja: Mercenaries

Post czwartek, 29 stycznia 2015, 00:02

Re: Iron Kingdoms RPG

We wiadomym topiku dołożyłem kilka nowych fragmentów tłumaczenia powieści "In Thunder forged". Jak Wam się to widzi na tę chwilę?

http://www.krysztalyczasu.pl/forum/viewthread.php?thread_id=1056
<<

Keth

Posty: 134

Dołączył(a): piątek, 22 lutego 2013, 16:48

Frakcja: Mercenaries

Post niedziela, 1 lutego 2015, 19:53

Re: Iron Kingdoms RPG

Dotarłem do końca drugiego rozdziału powieści. Czy całkowity brak komentarzy oznacza, że książka jest fatalna czy też nie do zaakceptowania jest mój amatorski przekład? :shock:
<<

Dzuki

Avatar użytkownika

Posty: 1603

Dołączył(a): poniedziałek, 18 lutego 2013, 18:23

Frakcja: Convergence of Cyriss

Post niedziela, 12 kwietnia 2015, 19:02

Re: Iron Kingdoms RPG

nie ma sie od czego doczepić :D
Proud member of :
"Może i nie jesteśmy najpotężniejsi, ale za to gramy na remis"
<<

Keth

Posty: 134

Dołączył(a): piątek, 22 lutego 2013, 16:48

Frakcja: Mercenaries

Post poniedziałek, 27 kwietnia 2015, 17:59

Re: Iron Kingdoms RPG

PORAŻKA NIE WCHODZI W GRĘ

Lato 603 OR, na wschód od Czarnej Rzeki

Charakterystyczny skowyt nadlatujących rakiet przecinał powietrze nakładając się na siebie do momentu, kiedy dźwięk ten zastąpiły serie wstrząsających gruntem detonacji. Broń ta z natury swojej nie była celna, ale nieprzyjaciel nadrabiał owe braki ogromną ilością wyrzutni. Przyciśnięty do szorstkiej powierzchni wielkiego głazu, porucznik Allister Caine osłonił dłońmi twarz chroniąc ją przed deszczem spadających z nieba skalnych odłamków i kawałków darni. W zaciśniętych palcach trzymał wielostrzałowe runolety o lufach pokrytych runicznymi inskrypcjami; bezcenne ręcznie wytworzone dzieła sztuki rusznikarskiej godne każdego ogniomistrza. Okrywał go lekki pancerz botmistrza oraz płaszcz z wielowarstwowej skóry dociśnięty na plecach opalaną węglem magianiczną turbiną. Emblemat Cygnusa na lewym naramienniku i belki porucznika na prawym jednoznacznie identyfikowały mężczyznę jako cygnarskiego oficera.

Donośne eksplozje szarpały nerwami ludzi, wzbudzając głęboki niepokój nawet w posiadaczu włączonego magicznego pola. W oczach podwładnych Caine jawił się ostoją spokoju i opanowania, uosobieniem całkowitej kontroli nad sytuacją. W rzeczywistości jego umysł stanowił kłębowisko chaotycznych myśli próbujących złożyć się w plan mający ochronić oddział przed gwałtowną śmiercią na nieurodzajnych piaskach tworzących pogranicze Krwistych Kresów.

Żołnierze leżeli w pozycjach strzeleckich pomiędzy skałami, chronieni nie tylko przez metalowe hełmy i lekkie pancerze, ale i ukształtowanie terenu na szczycie skalistego wzniesienia. Wszyscy należeli do piechoty okopowej Drugiej Armii - byli członkami jednej z drużyn 211 kompanii i zapewne szczerze już żałowali zgłoszenia się na ochotnika do tej rzekomej rutynowej operacji na przeciwnym brzegu Czarnej Rzeki. Caine podejrzewał, że odpowiedzialny za wydanie rozkazów pułkownik po prostu się na nim odegrał - tydzień wcześniej porucznik wrócił z przepustki z potężnym kacem, będącym przykrą pozostałością po ekscytującym wieczorze spędzonym w towarzystwie pięknej córki jednego z urzędników z Corvisu. Lecz w przeciwieństwie do samego botmistrza otaczający go żołnierze mogli mówić o wielkim szczęściu, gdyby bowiem Caine'a z nimi nie było, zapewne wszyscy już by nie żyli.

- Co tu jest grane, sir?! - krzyknął sierżant Kiel Cartway, który leżał na brzuchu obok botmistrza spoglądając w dół wzgórza ponad lufą swego nabitego karabinu. Silny wiatr ustawicznie wyrzucał w powietrze tumany tańczącego na wietrze pyłu, a konieczność ukrywania się przed wzrokiem nieprzyjaciela dodatkowo ograniczała i tak już kiepską widoczność.

- Więcej menitów niż moglibyśmy się na tym przeklętym pustkowiu spodziewać, ale nie dość wielu, żebyśmy sobie z nimi nie dali rady! - Caine miał nad swymi żołnierzami ogromną przewagę, mógł bowiem spoglądać na okolicę wzgórza sztucznymi oczami swoich wojbotów zyskując znacznie szerszą perspektywę. Lecz to, co widział nie budziło w nim zadowolenia.

Liczne postacie w białych i czerwonych szatach przemieszczały się po piaskowych wydmach, chroniąc nosy i usta grubymi szalami. Karabin sierżanta wypalił donośnie, ale kula zagłębiła się nieszkodliwie w gruncie opodal prowadzącego atak człowieka. Cartway zdusił w ustach przekleństwo otwierając jednocześnie komorę broni i wpychając do środka następny owinięty w jedwab nabój. Większość menitów, przede wszystkim tych przenoszących rakietowe wyrzutnie, trzymała się poza zasięgiem cygnarskiej broni palnej.

- Ma pan już pomysł jak nas stąd wyciągnąć, sir? - spytał Cartway. Jakaś nuta w jego głosie przypomniała botmistrzowi jak młodym sierżant był człowiekiem. Łatwo było o tym zapomnieć, bo Cartway miał byczy kark i szerokie ramiona barowego zabijaki, a jego twarz pokrywała mocna opalenizna. Wszystko to przydawało mu wyglądu mężczyzny gotowego bez mrugnięcia okiem przeżuć wojskowy but, ale w rzeczywistości podoficer nie skończył jeszcze dwudziestu lat.

Obecna sytuacja boleśnie utrwaliła Caine'a w przeświadczeniu o zasadności działania w pojedynkę, nie zaś w towarzystwie gromady młodzików ledwie mogących się pochwalić pierwszym zarostem; chociaż zarazem solidnie przeszkolonych, czego botmistrz nie mógł im odmówić. Najbardziej przerażała go świadomość niewzruszonego zaufania, jakie ci ludzie w nim pokładali. Dla młodych żołnierzy był botmistrzem cygnarskiej armii, niemalże żywym bogiem. Gdyby wydał im rozkaz szarży na nieprzyjaciela, rzuciliby się bez słowa sprzeciwu prosto w grad rakietowych pocisków. Niektórzy oficerowie potrafili czerpać z poczucia takiej władzy głęboką przyjemność, ale Caine nie lubił trzymać w swych rękach życia podkomendnych.

Kiedy odpowiedział, starannie ukrył targające jego umysłem emocje.

- Możesz na to liczyć, synu. Cały czas planuję.

Botmistrz ustawicznie obserwował okolice wzgórza przez oczy dwóch sprzężonych z nim lekkich wojbotów. Niezwykłą mocą swego talentu potrafił nawiązać magiczną więź z ich korteksami, sztucznymi mózgami ukrytymi głęboko pod grubym pancerzem konstruktów. Czuwacz stał na straży jedynego podejścia na strome wzniesienie, Szarżer zaś strzelał z krawędzi wysokiego urwiska. Chociaż rozrywające się wokół rakiety mocno pokiereszowały wierzchnią warstwę jego pancerza, wciąż gotów był wiele wytrzymać.

Donośny dźwięk armatnich wystrzałów niósł się ponad hukiem palby z wojskowych karabinów, kończony za każdym razem równie głośnym szczękiem trybów składających się na mechanizm przeładowujący działo. Pulsujące nienaturalną poświatą wizjery Szarżera szukały ustawicznie dogodnych celów, a jego armata wypluwała okazjonalnie kolejne pociski. Wysyłając wojbota na krawędź urwiska Caine nasycił machinę cząstką swej mocy, a teraz wspomagał jej zaimplementowane protokoły celownicze za pomocą magii. Sycił się mściwą satysfakcją na widok ciał leżących nieruchomo na spalonych żarem piaskach.

Zaledwie kilka minut temu Caine gotów był przysiąc, że wybrał sobie doskonałą kryjówkę, teraz jednak nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że wprowadził swoich ludzi w śmiertelną pułapkę. Wzniesienie zapewniało doskonałą osłonę i miało tylko jedną wygodną drogę na szczyt, lecz zarazem więziło ukrytych na nim ludzi. Czuwacz botmistrza stał nieruchomo w górnej części łagodnego zbocza na tyłach wzniesienia, gotów uśmiercić każdego nieprzyjaciela zdecydowanego na atak z tego kierunku. Caine usłyszał znajomy wizg rozkręcających się błyskawicznie luf łańcuchowych kulomiotów i terkot wypluwanych w powietrze pocisków. Wpychając swą jaźń do korteksu Czuwacza ujrzał kilku zelotów padających w piach w trakcie skazanego na porażkę szturmu na wzgórze. Napastników nie było wielu, sprawiali wrażenie grupy odłączonej od głównych sił czekających w oddali na rozwój wydarzeń.

- Myślałem, że tego miejsca nikt nie strzeże, sir! - krzyknął ponad hukiem palby sierżant Cartway.

- Podejrzewam, że wywiad znowu spieprzył sprawę - Caine uśmiechnął się w odpowiedzi w pozbawiony wesołości sposób.

- Leci! Padnij! - wrzasnął znienacka sierżant. Wszyscy prócz Caine'a wcisnęli się pomiędzy skał, kiedy z przestworzy spadła salwa ciągnących za sobą warkocze dymu rakiet, wybuchających na szczycie wzgórza pośród deszczu skalnych odłamków i metalowych szrapneli. Nie zwracając na detonacje uwagi, botmistrz wciąż obserwował swe otoczenie, na podobieństwo drapieżnego ptaka szukając dogodnej chwili do działania.

Na wschodzie jego wzrok natrafił na strzeliste kształty wież wiertniczych wyrastających ponad piaskową zamieć. Było tam miejsce, w którym ortodoksi wydobywali spod pustyni Furię Menotha, skalny olej o wyjątkowo łatwopalnej naturze rafinowany w celach militarnych. Cygnarscy wojskowi od pewnego czasu przejawiali rosnące zaniepokojenie poczynaniami władz Protektoratu, zwłaszcza zakazaną na mocy stosownych dekretów produkcją broni. W efekcie tych niepokojów pojawił się rozkaz unieszkodliwienia kilku zlokalizowanych miejsc wytwarzania uzbrojenia. Daleko posunięta dyskrecja miała utrzymać menitów w przeświadczeniu, że ich rafineria pozostawała dla Cygnaru tajemnicą, a odpowiedzialni za jej odkrycie zwiadowcy zameldowali dwa tygodnie temu o szczątkowej ochronie.

Coś się zmieniło w międzyczasie.

Tumany pustynnego pyłu nie pozwalały dostrzec rakietników, którzy zainicjowali zawzięte bombardowanie, chociaż pozostawiane przez ich pociski smugi czarnego dymu pozwalały umiejscowić pozycje nieprzyjacielskich strzelców na diunach na północnym wschodzie. Ostatnia salwa nadleciała jednak z przeciwnego kierunku, co wyjątkowo botmistrza zmartwiło. Nadciągały stamtąd menickie wojboty, najpewniej Zbawniki. Nad pustynią unosiła się ściana nienaturalnie gęstego czarnego dymu, w której majaczyły jakieś masywne kształty. Caine poczuł w umyśle charakterystyczne ukłucie, zdradzające bliską obecność innego botmistrza. W innych okolicznościach poczułby ekscytację na myśl o sprawdzeniu się w boju z innym animasterem, ale tutaj, w skalnej pułapce otoczonej przez zastępy nieprzyjaciół, wrogi botmistrz był ostatnim adwersarzem, jakiego Casine mógłby sobie zażyczyć.

- Patrzcie! - tym razem krzyknął Niels, młodziutki piechur klęczący pomiędzy głazami z lufą karabinu skierowaną na wschód. Spośród kłębów smolistego dymu wychynął pojedynczy lekki wojbot, pędzący ku wzniesieniu tak szybko jak mu tyko na to pozwalały tłoki. Z wywietrzników kotła rzygały strumienie spalin.

Bystre oczy Caine'a z miejsca rozpoznały znajome kształty Rewanżera. Podobnie jak wszystkie lekkie wojboty Protektoratu, ten też chroniony był grubymi warstwami żelaza i stali, ograniczającymi szybkość machiny, ale zarazem czyniącymi ją bardziej odporną na uszkodzenia. W lewym chwytaku wojbot dzierżył wielką tarczę zdobioną symbolem menofiksu, świętego znaku ortodoksyjnych menitów. W prawym chwytaku tkwiła ogromna metalowa halabarda. Ogniomistrz omiótł broń machiny szybkim spojrzeniem i zatrzymał wzrok na tym elemencie jej konstrukcji, który stanowił największe niebezpieczeństwo. Na szczycie opancerzonego korpusu wojbota, podłączony bezpośrednio do korteksu, znajdował się przekaźnik arkanometryczny zdolny do kanalizowania zaklęć kontrolera i siania śmierci na znacznie dalszym dystansie.

Ponaglony krótką myślą botmistrza, Szarżer wystrzelił dwukrotnie z działka. Pierwszy pocisk wyrwał poszarpaną dziurę w tarczy wojbota, a drugi rozwalił przekładnię w lewym chwytaku machiny, ale pędzący przez pustynię Rewanżer nie zwolnił. Caine skoczył na równe nogi pokładając zaufanie w swym refleksie i mocy chroniącego ciało pola siłowego. Zbiegając w dół wzniesienia podniósł do góry lufy runoletów. Strzelał z niewiarygodną precyzją, śląc w powietrze ołowiane pociski promieniujące niebieską poświatą magicznej mocy. Od pokrywy przekaźnika odpadły odłupane kulami kawałki pancerza, ale pociski nie zdołały przebić się do wnętrza pełnego skomplikowanych magianicznych obwodów i złączy.

Uszkodzony wojbot wciąż stanowił śmiertelne niebezpieczeństwo.

Pozwalając sobie na desperacki rzut okiem za plecy, Caine spostrzegł kilku piechurów wyskakujących zza skał w zamiarze ostrzelania machiny z karabinów. Jeden z nich całkowicie opuścił dotychczasową kryjówkę i botmistrz poczuł dreszcz przerażenia zrodzony z wyjątkowo złego przeczucia.

- Niels, na wszystko, co święte! Schowaj się, ty głupcze!

Ostrzeżenie przyszło zbyt późno.
<<

Keth

Posty: 134

Dołączył(a): piątek, 22 lutego 2013, 16:48

Frakcja: Mercenaries

Post poniedziałek, 18 stycznia 2016, 15:19

Re: Iron Kingdoms RPG

Niedługo minie rok od mojego ostatniego wpisu w tym wątku. Ciekawi mnie, czy Żelazne Królestwa RPG przyjęły się w jakiś sposób w Polsce czy też okazały się niszowym ewenementem znanym bliżej grupie 1k100 osób w skali kraju. Zdarza się Wam grać?
<<

kashper

Avatar użytkownika

Posty: 640

Dołączył(a): wtorek, 1 kwietnia 2014, 12:52

Lokalizacja: Gdańsk

Frakcja: Retribution of Scyrah

Post poniedziałek, 18 stycznia 2016, 15:48

Re: Iron Kingdoms RPG

Zdarzało mi się grać (w sumie ok 5 sesji w 2 miesiące), ale potem grupa się rozpadła w związku z przeprowadzką MG, jakoś nikt potem nie próbował reaktywować tematu.
Obrazek
<<

Keth

Posty: 134

Dołączył(a): piątek, 22 lutego 2013, 16:48

Frakcja: Mercenaries

Post niedziela, 30 października 2016, 15:05

Re: Iron Kingdoms RPG

<<

Keth

Posty: 134

Dołączył(a): piątek, 22 lutego 2013, 16:48

Frakcja: Mercenaries

Post środa, 8 lutego 2017, 22:37

Re: Iron Kingdoms RPG

Odgrzebałem na twardzielu jeszcze jeden stary tekst. Ciekaw jestem, czy wzbudzi jakieś zainteresowanie... ;)

http://www.krysztalyczasu.pl/articles.php?article_id=486
Poprzednia strona

Powrót do Inne gry Privateer Press

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość